Jak walczyć z transportowym smogiem w centrum miast? Miasta mają wybór

Od 3 tygodni do centrum Londynu mogą wjechać już tylko pojazdy spełniające najbardziej wyśrubowane normy emisyjności Euro 4 (pojazdy benzynowe) i Euro 6 (diesle). Czy duszące się od smogu, duże polskie miasta pójdą drogą Londynu, czy też wybiorą inne rozwiązania, takie jak strefa czystego transportu, zakazująca wjazdu pojazdom spalinowym?

O unikalnych doświadczeniach pierwszej i na razie jedynej w Polsce strefy czystego transportu w Krakowie opowie na Kongres Regionów dyrektor tamtejszego Zarządu Transportu Publicznego, Łukasz Franek.

8 kwietnia to był bardzo ważny dzień dla Londyńczyków. Od tego dnia centrum miasta zostało objęte Ultra Low Emission Zone (ULEZ) czyli strefą ultra niskiej emisji. Najbardziej dotknie do samochodów z silnikiem diesla – będą mogły wjeżdżać tu tylko te najczystsze, wyprodukowane w ciągu ostatnich czterech lat.

W Londyńskim projekcie największe wrażenie robi skala przedsięwzięcia. ULEZ w obszarze której mieszka aż 2 mln osób rozciąga się na obszarze od Hyde Parku na zachodzie pod Tower Bridge na wschodzi, na północy ograniczona jest Regent’s Parkiem, a na południe sięga drugiego brzegu Tamizy i Sothwarku.

Do centrum wjeżdżać będą teraz tylko kierowcy prowadzący pojazdy, które emitują nie więcej niż 0,08 grama tlenków azotu na kilometr. Oznacza to, że samochody benzynowe muszą spełniać normę emisji Euro 4, a diesle Euro 6. Szczególnie dotkliwe jest to dla tych ostatnich, bo norma Euro 6 to najbardziej wyśróbowany pułap emisyjności, który obowiązuje od 2015 roku (norma Euro 4 została wprowadzona w 2006 roku).
To pokazuje jak europejskie miasta zrównują względem siebie dwa typy pojazdów, gdzie diesle zawsze były traktowane ulgowo jeśli chodzi o ich szkodliwości dla środowiska – wcześniej przez dwa lata na tym obszarze obowiązywała nieco bardziej liberalna strefa T-Charge, która dopuszczała także diesle spełniające normy Euro 4.

Kto nie zastosuje się do nowych ograniczeń musi się liczyć z karą rzędu 12,5 funtów dla samochodów osobowych i 100 funtów dla ciężarówek i autobusów. Władze miasta uznały, że to odpowiedni środek odstraszający. Sprawdziło się to w przypadku T-Charge (tam kara była nawet nieco niższa i wynosiła 10 funtów), dzięki której liczba samochodów wjeżdżąjących codziennie do centrum spadła o 11 tysięcy.

Tekst został oryginalnie opublikowany w serwisie Miasto2077.